DNI
GODZ
MIN
SEK

Artykuły

Napad na pociąg w Bezdanach



Marszałek i czterech przyszłych premierów Polski - tak wyglądał trzon grupy, która dokonała w XX wieku najgłośniejszego na polskich ziemiach napadu rabunkowego. Ale zacznijmy od początku...

PPS po 1905 roku, wraz z jej paramilitarną przybudówką – Organizacją Bojową PPS, była bliska śmierci klinicznej. Brak oparcia w zastraszonym społeczeństwie, rewizje, aresztowania, wyroki katorgi; ludzie mniej wytrwali zaczęli się wycofywać z PPS-u, przeczuwając bliski koniec organizacji dodatkowo otoczonej niewidzialną siecią agentury carskiej Ochrany. W Cytadeli Warszawskiej katowano na śmierć kolejnych konspiratorów. Brakowało pieniędzy na działalność konspiracyjną, druk materiałów agitacyjnych, utrzymanie organizacji, wsparcie więźniów i ich rodzin. Jedynym sposobem zdobycia pieniędzy były napady na rosyjskie urzędy i przedsiębiorstwa. Jedną z takich akcji przeprowadził pod Rejowcem Tomasz Arciszewski. Łupem zamachowców padły 3634 ruble. W napadzie na pocztę przy ul. Wspólnej w Warszawie zdobyto 6427 rubli. Podobne akcje przeprowadzono między innymi; w Łodzi, Wisznicy, Łowiczu, w Nałęczowie...

Gdy organizacja zaczęła konać Piłsudski stwierdził, że warto zakończyć jej działalność mocnym akcentem, aby stworzyć wrażenie, że nie kończy ona działalności z powodu wyczerpania i braku sił, lecz przerywa ją celowo, by podjąć walkę w bardziej sprzyjających okolicznościach. Piłsudski wybrał Litwę, bo znał doskonale tamte tereny. W okolicach Wilna najłatwiej było też ukryć większą liczbę ludzi bez wzbudzania podejrzeń. Tamtejsza policja miała słabe doświadczenie w ściganiu konspiratorów. Piłsudski wtajemniczył w plan Aleksandra Prystora, doświadczonego konspiratora i późniejszego premiera RP. Żeby zdobyć pieniądze na główną operację, postanowiono dokonać kilku mniejszych napadów rabunkowych. Dwa z nich przyniosły po kilkanaście tysięcy rubli, dwa następne się nie udały. Ale lwią część łupu przesłano Stanisławowi Patkowi, obrońcy więźniów politycznych, i kasa znów świeciła pustkami. Zdecydowano się więc na sprzedaż broni przechowywanej w siedzibach partii w Berlinie i Wiedniu. Tymczasem Prystor udał się do Wilna i rozpoczął opracowywanie szczegółów akcji. Z Kijowa sprowadzono Aleksandrę Szczerbińską (przebywała tam w związku z planowanym włamaniem do banku). Wynajęła ona mieszkanie i wraz z Janiną Prystorową rozpoczęły obserwację pociągów na wileńskim dworcu. W pobliskich lasach wyznaczono kilka mieszkań letniskowych, w których miały się znaleźć materiały wybuchowe, broń i narzędzia. Po akcji mieli się tam ukryć zamachowcy wraz ze zdobytymi pieniędzmi. Trwała praca wywiadowcza - spiskowcy podróżowali pociągami, nawiązywali znajomości z kolejarzami i urzędnikami, penetrowali okolicę torów i sporządzili szczegółowy plan budynku stacyjnego w Bezdanach.

Długo wyczekiwaną akcję zaplanowano na 19 września. Niestety, wywrócona na wybojach bryczka pokrzyżowała plany zamachowców. Nowy termin ustalono na sobotę 26 września. Sześciu ludzi z Walerym Sławkiem na czele jechało pociągiem, który o 23.00 wtoczył się na stację w Bezdanach. Druga grupa zamachowców czekała na peronie - jeden ze spiskowców zabawiał rozmową kobietę, inny udawał śpiącego na ławce pijaka. Gdy pociąg stanął, grupa Sławka rozbroiła eskortę i sterroryzowała oficerów i urzędników. Padły strzały i rozległy się detonacje, atakujący otoczyli pociąg. Jeden z zamachowców rozbił telefon i telegraf, po czym zamknął semafory; drugi z browningiem i bombą w ręku trzymał w szachu przerażony tłum na stacji. Gdy żandarmi wciąż ostrzeliwali się z wnętrza wagonu, Gibalski wrzucił bombę przez wybite okno. Piłsudski, Aleksander Prystor i Tomasz Arciszewski wdarli się do przedziału pocztowego, lecz za pancernymi drzwiami ukryła się eskorta. Chwila wahania i Piłsudski grozi żołnierzom po rosyjsku, że odliczy do dziesięciu i wrzuci bombę. Na "siedem" konwojenci otworzyli drzwi i wyszli z podniesionym rękami. Rozpoczęto segregację paczek z pieniędzmi, złotem i papierami wartościowymi. Pozostawiono worki ze srebrnym bilonem - każdy z nich ważył 20 kg. Zamachowcy mieli tylko kilkadziesiąt minut do przyjazdu następnego pociągu, wtedy na trąbce zabranej dróżnikowi jeden z bojowców dał sygnał do odwrotu. Była 23.45. Odwrót odbył się pieszo, bryczkami i łodzią - jak wspominał Piłsudski - "przez wszystkie trzy zabory, w warunkach niezwykle trudnych". Łupem zamachowców padło prawie 300 tys. rubli. Część złota zakopano, papiery wartościowe Prystor miał zrealizować w Kijowie. Żaden z bojowników nie zginął, po stronie rosyjskiej był jeden zabity i pięciu rannych.



Napisz komentarz

  • Wymagane pola są oznaczane *.

Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, kliknij obrazek z kodem, aby wygenerować nowy kod.
Kod bezbieczeństwa: